Guilin i tarasy ryżowe

Tarasy ryżowe (2)

„Longji Terraces Scenic Area”

Wpisem tym rozpoczynamy opis ostatniego tygodnia naszego pobytu w Chinach, podczas którego dużo podróżowaliśmy. Dzisiaj opiszemy nasz pobyt w oraz wycieczkę do tarasów ryżowych, czyli bezspornie naszego ulubionego miejsca w Chinach :) Będzie też trochę o tym jak zaplanowaliśmy zwiedzanie okolic i Yangshuo (prowincja ), w jakich hostelach nocowaliśmy oraz jakie są ceny poszczególnych atrakcji, czyli jednym słowem nieco praktycznych informacji dla osób, które wybierają się w te rejony.

W następnych wpisach opiszemy natomiast spływ rzeką Li na bambusowej tratwie i Yangshuo, czyli mekkę backpackerów, a na końcu Hong Kong, z którego wylatywaliśmy do Polski.

Hostel w Guilin

Jak pisaliśmy w jednym z poprzednich wpisów, po pełnej przygód podróży autobusem sypialnym dotarliśmy do hostelu w Guilin. Buddy’s Hostel polecili nam znajomi, którzy wcześniej byli w Guilin. Sam hostel był w porządku, nie wyróżniał się niczym szczególnym, ale jak na standard całkiem ok. Zdecydowaliśmy się na niego natomiast głownie z uwagi na sprawdzoną (przez znajomych) obsługę, która pośredniczy w sprzedaży wycieczek po okolicy.

Rezerwacja wycieczek i biletów na pociąg

Jeszcze przed naszym przyjazdem, zarezerwowaliśmy poszczególne wycieczki przez hostel drogą mailową. Prosiliśmy także o zarezerwowanie biletów na pociąg do Shenzhen (graniczącym z Hong Kongiem), gdyż w hostelu było biuro CITS (China International Travel Service), które umożliwia zakup biletów. Niestety kupno biletów kolejowych samemu jest bardzo trudne, gdyż nabyć je można jedynie na dworcu, z którego się odjeżdża, w określonym czasie przed planowaną podróżą. Najprościej więc było zdać się w tej kwestii na nasz hostel. Niestety okazało się, że nawet obsłudze hostelu nie udało się kupić nam biletów. Były jedynie bilety na miejsca siedzące (i to tylko tzw. „hard seats”), a po naszych wcześniejszych doświadczeniach z podróży z Pekinu do Dalian, nie braliśmy takich pod uwagę. W zamian zaproponowali kupno biletów na . Doświadczyliśmy już podróży tym środkiem transportu, więc bez wahania się zdecydowaliśmy. Lepsze to niż siedzenie (lub stanie) w pociągu przez kilkanaście godzin… :)

Intensywny plan zwiedzania

Nasz pobyt w okolicach Guilin i Yangshuo planowaliśmy od dawna. Było dużo do zobaczenia, więc plan był mocno napięty, z minimalną rezerwą czasową. Nie pomagało też to, że dużo atrakcji, które chcieliśmy zobaczyć, było oddalonych od siebie często o 2-3 godziny. Samo miasto traktowaliśmy z resztą jedynie jako bazę wypadową i spaliśmy tam tylko jedną noc. Niestety nie mieliśmy czasu by je zwiedzić, jednak nasi znajomi stwierdzili, że zdecydowanie ciekawsze jest Yangshuo. Nasze walizki zostawiliśmy w zamykanym pomieszczeniu w hostelu Buddy’s (kolejny plus) i podróżowaliśmy tylko z plecakami, co było dużo wygodniejsze.

Plan był następujący: pierwszego dnia wycieczka do tarasów ryżowych, gdzie zostajemy na noc w tamtejszym ho(s)telu. Po powrocie z tarasów, wracamy na chwilę do hostelu Buddy’s, skąd jedziemy na przystań „bambusowych” tratw i płyniemy rzeką Li do Yangshuo. Tam zostajemy na 2-3 dni. Do Guilin planowaliśmy wrócić zwykłym autobusem, zabrać walizki z hostelu i pojechać na dworzec, skąd odjeżdżał nasz autobus sypialny do Shenzhen. Podróżowaliśmy z Kristą, która miała tylko kilka dni na zwiedzanie przed wylotem do Stanów. Chcieliśmy zobaczyć z nią jak najwięcej, stąd też tak intensywny plan zwiedzania. Wiązało się to z pewnym ryzykiem, bo zawsze coś mogło pójść nie po naszej myśli i cały plan byłby na nic. Zacznijmy jednak od tarasów ryżowych…

Tarasy ryżowe – nasze ulubione miejsce w Chinach

Wejście do „Longji Terraces Scenic Area” / Fot. Krista Pignatiello

Po około półtoragodzinnej podróży autobusem na północ od Guilin, dojechaliśmy do parkingu przy tarasach ryżowych „Longji Terraces Scenic Area”. Po wyjściu z autobusu musieliśmy jeszcze tylko kupić bilety wstępu, które nie były wliczone w cenę wycieczki. Mając bilety w ręku mogliśmy przejść przez bramę i rozpocząć zwiedzanie oraz poszukiwanie naszego hostelu. Już po chwili zobaczyliśmy charakterystyczne miejscowe kobiety z długimi, kruczoczarnymi włosami, ubrane w czarne spódnice z różowymi pasami, które proponowały zaniesienie bagaży w specjalnych bambusowych koszach, które miały na plecach. Nie był nam potrzebny taki luksus, więc im podziękowaliśmy. Już po chwili ukazała nam się pierwsza wioska i to na co czekaliśmy, czyli widok gór z tarasami ryżowymi – coś niesamowitego! :)

Mając jedynie zdjęcie naszego hostelu i mało precyzyjną mapkę okolicy, z narysowanymi na niej wskazówkami od naszych znajomych, rozpoczęliśmy wędrówkę, wolno wspinając się po wąskich ścieżkach na otaczające nas wzgórza. Nie przeszkadzało nam nawet to, że kilka razy zabłądziliśmy i musieliśmy pytać o drogę. Chińczycy spotkani po drodze zawsze starali się nam pomóc, mimo, że rozmowa z nimi odbywała się jedynie na migi. Przy okazji mogliśmy podpatrzeć jak żyją typowi mieszkańcy tamtejszych wiosek, w których czas jakby stanął w miejscu. Jedynymi oznakami „cywilizacji” jest tam prąd i pojedyncze talerze satelitarne. Nie ma natomiast żadnych samochodów, motocykli ani innych maszyn spalinowych. Do wyżej położonych wiosek można więc dojść wyłącznie o własnych nogach. To nam oczywiście w ogóle nie przeszkadzało. Wreszcie mogliśmy odpocząć od zgiełku wielkich, chińskich aglomeracji i cieszyć się przebywaniem na świeżym powietrzu, przy okazji podziwiając niesamowite widoki. Te z kolei im dalej i wyżej wchodziliśmy były coraz lepsze.

Nasz ho(s)tel

Nasz hostel, który rozpoznaliśmy dzięki zdjęciu od znajomych, znaleźliśmy dopiero po dwóch godzinach takiej wędrówki. Ten „hotel” (jak dumnie napisane było nad wejściem) to tak na prawdę drewniana górska chata, która bardziej przypominała schronisko lub hostel niż prawdziwy hotel, ale mniejsza o nazwę. Mocno zmęczeni usiedliśmy w „hotelowej” restauracji i chcieliśmy coś zjeść. Od razu podano nam herbatę, która chyba nigdy nie smakowała lepiej. Zamówiliśmy coś do jedzenia i zasłużone piwo. Siedząc tak sobie w knajpie zauważyliśmy jakieś zamieszanie na zewnątrz. Okazało się, że dwóch małych chłopców przyniosło… węża, którego gdzieś znaleźli. Wąż po chwili znalazł się w stalowej klatce, czekając pewnie na swój czas by trafić do garnka :)

Chłopcy znaleźli węża :)

Pokój dostaliśmy bez większych problemów, wystarczył jeden telefon do hostelu Buddy’s, który potwierdził, że jesteśmy od nich. Na szczęście byliśmy tam w tygodniu, więc w hostelu nie było dużo turystów i dostaliśmy pokój ze wspaniałym widokiem na tarasy (zdjęcie poniżej). Odpoczęliśmy trochę i poszliśmy zobaczyć jeszcze jeden z trzech punktów widokowych. Wróciliśmy dopiero jak zaczęło się ściemniać. Znowu byliśmy głodni, więc usiedliśmy by zjeść kolację, ale tym razem na tarasie przed hostelem. Atmosfera rewelacyjna, czuliśmy się prawie jak w schronisku w Polsce, gdzieś wysoko w górach. Tylko ludzie dookoła mówili w jakimś dziwnym języku i inaczej wyglądali… :) À propos ludzi, przy stoliku obok siedziała bardzo sympatyczna chińska rodzina z dziećmi. Byli bardzo nami zaciekawieni, co już nas nie dziwiło. Powiedzieliśmy do nich naszym łamanym chińskim to czego się nauczyliśmy, a ich dzieci odpowiadały nam łamanym angielskim. Widać, że Chińczycy inwestują w naukę angielskiego swoich dzieci, bo to właśnie z dziećmi i młodzieżą można się było częściej dogadać niż ze starszymi.

Widok z okna naszego pokoju

Następnego dnia rano wstaliśmy już ok. 5 nad ranem, bo obsługa hostelu poleciła nam pójść na kolejny z punktów widokowych na wschód Słońca. Brzmiało to interesująco, więc zerwaliśmy się z łóżek i poszliśmy na punkt widokowy. Niestety, nie byliśmy jedyni. Punkt widokowy był niemal całkowicie wypełniony chińskimi i zagranicznymi turystami. Asia i Krista rozczarowane odpuściły i wróciły do hostelu dalej spać. Ja postanowiłem dotrwać do wschodu i zrobić przynajmniej kilka zdjęć. Czekać musiałem dość długo. W końcu słońce wychyliło się zza góry, na co większość otaczających mnie Chińczyków zareagowało brawami. Wszystko wyglądałoby pewnie jeszcze lepiej w mniej zatłoczonym miejscu, ale i tak było warto ;)

Tego samego dnia musieliśmy niestety wracać do Guilin. Biorąc pod uwagę naszą długą wędrówkę pod górę do hostelu, postanowiliśmy wyjść odpowiednio wcześniej, by spokojnie zejść na parking i zdążyć na autobus. Droga w dół okazała się jednak dużo prostsza, bo co chwilę były drogowskazy. Zamiast dwóch godzin, szliśmy jedynie 30 minut. Dzięki temu załapaliśmy się na wcześniejszy autobus i dotarliśmy do Guilin stosunkowo wcześnie, co pozwoliło nam zrealizować następny punkt planu, czyli spływ bambusową łódką do Yangshuo. O tym napiszemy jednak w następnym wpisie…

Przykładowe ceny

Na koniec, dla zainteresowanych, podajemy ceny związane z Guilin i tarasami ryżowymi:

  • nocleg w Buddy’s Hostel w Guilin – ok. ¥30 od osoby (cena zależy od rodzaju pokoju)
  • wycieczka do tarasów ryżowych (kupiona przez hostel Buddy’s) – ¥120 od osoby, w cenie transport w dwie strony oraz nocleg w hostelu na miejscu
  • bilet wstępu do Longji Terraces Scenic Area – ¥80
  • bilet na autobus sypialny z Guilin do Shenzhen – ¥160

4 odpowiedzi do wpisu “Guilin i tarasy ryżowe”

  1. Hej,
    Jesteśmy właśnie w chinach na wymianie studenckiej i za tydzień wybieramy sie do Guilinu, czy pamiętacie jak nazywa się ten hostel na tarasach ryżowych??
    Będę wdzięczny za odpowiedz.

    Pozdrawiam

  2. Cześć, nie wiem czy ten hostel/hotel w ogóle miał jakąś nazwę :) My go zarezerwowaliśmy poprzez Buddy’s hostel w Guilin, gdzie wykupiliśmy sobie transport do tarasów ryżowych.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Spływ rzeką Li i Yangshuo | Blog o GlobalMBA - 15-04-2012

    [...] rzeką Li do Yangshuo, również zamówiliśmy przez hostel Buddy’s. Zaraz po powrocie z tarasów ryżowych przyjechał po nas samochód, którym około godziny jechaliśmy na przystań. Gdy dotarliśmy na [...]

  2. 12 kulturowych obserwacji z Chin, czyli podsumowanie pobytu w Państwie Środka | Blog o GlobalMBA - 24-05-2012

    [...] się co w praktyce oznacza guanxi m. in. podczas obiadu z Kongresmenem, podróży do Shenyang czy Guilin. W kontaktach z Chińczykami przekłada to się na to, że najpierw należy zaprzyjaźnić się z [...]

Dodaj komentarz

  • RSS
  • Facebook
  • YouTube